Kowal dla „Wprost”: Strach Zachodu to sojusznik Putina

Polskie czołgi Leopard stawiają czoła zielonym ludzikom pod osłoną belgijskich artylerzystów. Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO w Warszawie, i ćwiczenia w Świętoszowie to początek akcji reanimacyjnej Paktu. Ustalenia z ostatniego szczytu NATO w Newport wykonywane są z opóźnieniem, ale i tak cieszy widok ponad 2 tys. natowskich żołnierzy na polskim poligonie. Wedle ustaleń w ciągu kilku dni gotowych do obrony przed atakiem ma być u nas 5 tys. wojskowych Sojuszu.

Zadowolenie budzą też zapowiedzi rozmieszczenia w naszym regionie Europy amerykańskiego sprzętu wojskowego i rozlokowania żołnierzy USA. Zachodowi została polityka odstraszania. Szczególnie że wedle opublikowanych statystyk, gotowość do obrony sojuszników jest w społeczeństwach państw natowskich nikła. Mało kto ma ochotę umierać za innych. Polska przez lata była członkiem NATO drugiej kategorii. Nie mówi się o tym otwarcie, ale oczywisty był brak zgody Niemiec na trwałą obecność w Polsce większej liczby żołnierzy Sojuszu – to nadal kluczowa sprawa. Za to Rosja była traktowana jako partner Sojuszu.

Aż trudno uwierzyć, jak wiele się zmieniło. Rosjanie, by dołożyć USA za śledztwa w sprawie piłkarskich łapówek, proponują dochodzenie w sprawie lądowania Amerykanów na Księżycu. Jednak to nie odwołanie się do jednej z najbardziej sensacyjnych teorii spiskowych budzi największy problem w stosunkach z Waszyngtonem. Władimir Putin zapowiada produkcję nowych pocisków jądrowych. Pachnie to powrotem do zimnej wojny – gospodarz Kremla nie jest już w stanie się cofnąć, bo straciłby u siebie władzę. Atomowe strachy określone przez Stoltenberga jako wymachiwanie szabelką, połączone przez mieszkańców kontynentu z rozpowszechnionym stereotypem prezydenta Rosji jako nieobliczalnego, nie zmobilizują opinii Zachodu.

Najprawdopodobniej Putin właśnie zaczyna nową fazę zarządzania strachem przed wojną atomową. W każdym razie próba użycia broni jądrowej przez Kreml nawet w najmniejszym możliwym wymiarze raczej nie sprowadziłaby na Zachód otrzeźwienia, tylko bardziej spotęgowała strach. Strach na Zachodzie, który jak zawsze jest najlepszym przyjacielem rosyjskiej myśli imperialnej.

Ostatnia wizyta Jeba Busha w Polsce ożywiła nadzieję, że nowa administracja w Waszyngtonie będzie zdolna odkręcić błędy Obamy i złą atmosferę współpracy z Europą. Szansą dla Polski będzie przyszłoroczny szczyt NATO w Warszawie. Już od prezydenta Andrzeja Dudy będzie zależeć polityczne przygotowanie tego spotkania. Prawdziwym wyzwaniem będzie wcześniejsze urabianie opinii europejskich przywódców państw NATO.
Nie wystarczy pokonać zielonych ludzików w Świętoszowie. Trzeba w rok zrobić tyle w politycznych relacjach z sojusznikami z NATO, ile nie udało się w kilkanaście lat.

źrodło:wprost.pl

0 replies

Zostaw komentarz

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *