Kowal: Urban i Kiszczak robili z Jaruzelskiego świeckiego świętego

Zachęcamy do lektury rozmowy z Pawłem Kowalem, szefem Rady Krajowej PRJG i autorem książki „Koniec systemu władzy. Polityka ekipy gen. Wojciecha Jaruzelskiego w latach 1986–1989”. Rozmowa ukazała się na łamach portalu Wprost.pl .

Wprost: Kim był Jaruzelski? Zdrajca czy Wallenrod? A może człowiek słup, który przez całe życie tylko firmował to, co i tak musiałoby się wydarzyć?

Wallenrod – nie. Słup też niekoniecznie. Kluczem do zrozumienia fenomenu Jaruzelskiego jest jego otoczenie, którego mózgiem byli Jerzy Urban, Czesław Kiszczak i w pewnym czasie mniej znany płk Wiesław Górnicki. Starało się ono w latach 80. zbudować legendę generała jako świeckiego świętego.

Na czym ta legenda generała polegała?

Na pokazaniu go jako bohatera wpisanego w najbardziej dramatyczne polskie wybory, ulepionego z polskich tragedii i nadziei. Bohatera, który w ich scenariuszu w kluczowym momencie staje się Wallenrodem, ale który, zależnie od okoliczności, ma być porównywany z legendami polskiej czy nawet europejskiej historii. Stąd na przykład obsesja Jaruzelskiego na punkcie Józefa Piłsudskiego. Nieustanne porównywanie się do lokatora Sulejówka, zastanawianie się, jak Marszałek postąpiłby w danej sytuacji. W innym kontekście porównywał się znowu do Napoleona. Ciągle szukał dla siebie wyjątkowego miejsca w historii.

Miał szansę je znaleźć?

Ludzie z otoczenia Jaruzelskiego starali się brać na siebie odium złych decyzji, by generał pozostał nieochlapany błotem historii. By w powszechnej świadomości stał się postacią wyjątkową. To przyniosło skutek. Po wprowadzeniu stanu wojennego Jaruzelski wciąż miał wysokie poparcie społeczne. A potem z lekką tylko tendencją spadkową utrzymało się ono przez całą III RP. Tyle że ten ukształtowany wizerunek był inny niż sam Jaruzelski. Mam wrażenie, że bardziej go bolało, gdy ktoś mu tę wyjątkowość odbierał, niż gdyby go atakował. Przywykł do roli wyjątkowego męża polskiej historii, który może być albo chwalony, albo opluwany, ale nie może być blady.

A to w ogóle był materiał na Piłsudskiego, Napoleona czy choćby Wallenroda?

Właśnie nie. Zastanówmy się, ile on zrobił wolt w obozie władzy. Trudno byłoby znaleźć drugą osobę, która doszła do szczytów i na żadnym zakręcie PRL nie wypadła z karuzeli. Nasuwa się więc raczej skojarzenie: polityczny konformista, a nie bohater. Człowiek, który ma wyjątkową zdolność adaptowania się do nowych okoliczności. Po rosyjsku to się wtedy mówiło: „Kolebat’sa s liniej partii”.

Może to jest właśnie cecha dobrego polityka?

Zdolność przetrwania, mimikry, bycia kameleonem?

Mimo wszystko doprowadził do okrągłego stołu.

Przypisywanie mu tej zasługi to postawienie sprawy na głowie. Bo to nie Jaruzelski był czynnikiem sprawczym przemian w Polsce. Gdyby Czernienko lub Breżniew pożyli, Jaruzelski zaliczyłby pewnie wcześniejszą emeryturę, a w Polsce mógłby dojść o władzy ktoś typu gen. Milewskiego. W połowie lat 80. gen. Jaruzelski był wyizolowany nawet w obozie socjalistycznym. Mało kto pamięta, że przez kilka lat w stanie wojennym nawet przywódcy obozu komunistycznego unikali z nim kontaktu. Wydawało się, że wypada z gry. I nagle wylosował jeszcze jeden los na loterii. To był wybór Gorbaczowa i fakt, że ten nie miał jeszcze wówczas silnej pozycji ani w komunistycznej elicie Związku Radzieckiego, ani w krajach socjalistycznych. I ten odsunięty Jaruzelski stał się jego naturalnym partnerem. Miał szczęście i potrafił wyczuć wiatr historii. Postawił na właściwego konia, co na początku wydawało się ryzykowne, i jeszcze na tym ugrał. Reformy, które wprowadzono wówczas w Polsce, były lustrzanym odbiciem zmian zachodzących w ZSRR. Nawet słynna grupa trzech, która pracowała dla Jaruzelskiego i mu doradzała, czyli Stanisław Ciosek, Władysław Pożoga, i Jerzy Urban, była kopią podobnej grupy przy Gorbaczowie. A więc to, co się uważa za największą zaletę Jaruzelskiego, czyli przeprowadzenie procesu transformacji, było tylko konsekwencją udzielonego przez niego poparcia Gorbaczowowi.

 

 

 

0 replies

Zostaw komentarz

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *