Kowal: Polska idzie do europrzedszkola

Od Krakowa do Brukseli. Nie masz ciepłej wody, a inflacja zjada ci oszczędności. Terroryści grożą Ci, że jeśli znajdą spisy wyborców, to rozliczą się z tymi, którzy głosowali.

Nie, to nie Irak, a terroryści nie są z Państwa Islamskiego. Jeśli w takich warunkach idziesz głosować i wybierasz partie, które obiecują trudne ustawy i lata wyrzeczeń, to to coś znaczy. Nie wiadomo, w jakim stopniu Ukrainie się uda, ale po niedzielnych wyborach jest pewne, że zwykli Ukraińcy są zdeterminowani.

Nie pierwszy raz po 1991 r. pokazali, że stać ich na znacznie więcej niż ich własnych polityków. Pytanie: na ile zdecydowany jest Zachód, by pomagać utrzymać kurs na reformy w Kijowie i dawać parasol od ataków Kremla.

Rozmowy w tzw. formacie normandzkim, czyli bez Polski, ale też bez Unii Europejskiej to historyczny błąd Zachodu, demonstracja słabości Unii i zaproszenie Moskwy do kolejnych niebezpiecznych zabaw.

Przy stole negocjacji nie rozmawia się przecież tylko „o Ukrainie”.

To rozmowy o przyszłości spraw w Europie Środkowej. Jeśli nie ma przy stole zainteresowanych, a oni nie protestują, to oznacza, że istnieje jednak kategoria krajów, którym czyta się do snu eurobajki o prawach człowieka, ale o pieniądzach i uzbrojeniu z nimi się nie rozmawia.

To tak jakby na początku lat 90. Skubiszewski przeszedł do porządku dziennego nad tym, że Polski nie zaproszono na konferencję o zjednoczeniu Niemiec. Powstaje znów kategoria państw, które do czegoś tam muszą podrosnąć.

Tak wracamy do europrzedszkola za milczącą zgodą naszych polityków. Ukraińcy przecierają oczy, jeśli politycy z obozu rządowego w Polsce na każde pytanie o Ukrainę odpowiadają, że musimy śpiewać w jednym chórze z Brukseli. Kijów wyciąga wnioski, że lepiej w takim razie porozmawiać od razu gdzie indziej.

Nie ma zatem co narzekać potem, że jesteśmy traktowani coraz mniej poważnie. Będzie gorzej, bo informacje, że Polsce „nie zależy”, dotrą do wielu krajów na świecie. Uruchamiamy wyobraźnię: kanclerz Merkel na jedno czy drugie pytanie o bezpieczeństwo Niemiec odpowiada, że popyta w Brukseli. Możliwe?

Jeśli wicepremier rządu Polski jako ofertę gospodarczą dla Ukrainy przedstawia w radio propozycję sprzedaży węgla, którego nikt w Polsce nie kupił, a Niemcy szykują pakiet inwestycji, to czy ktoś nad Dnieprem weźmie nas poważnie?

Amunicja z polskich fabryk nie może być sprzedawana Ukraińcom – nasze zakłady nie zarobią. Moralne oburzenie zamaskowało strach przed reakcją nie wiadomo kogo. Moskwy? Stolic na zachodzie Europy?

Nawet kamizelki kuloodporne były delikatną kwestią. Tymczasem uczestnik rozmów w formacie normandzkim – Francja wyprawi do Rosji supernowoczesny okręt Mistral. I jak ktoś ma nas traktować poważnie?
źródło: dziennikpolski24.pl

0 replies

Zostaw komentarz

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *