Kryzys krymski zdewastował zaufanie do systemu bezpieczeństwa międzynarodowego.

Paweł Kowal stwierdził we wczorajszej Rzeczpospolitej, że Polska powinna rozpocząć konsultacje z Chinami i Japonią, a wizyta prezydenta Komorowskiego w Ankarze powinna zakończyć się jednoznacznym polsko-tureckim oświadczeniem w sprawie Ukrainy.

Po pierwsze: Krym jest częścią Ukrainy jak każdy inny jej region. Po drugie: agresja Rosji na tym terytorium jest faktem dokonanym. Pogwałcone zostały nawet te ustalenia, które Władimir Putin zawarł z Wiktorem Janukowyczem w Charkowie w 2010 roku. By oddalić od siebie kłopot, mało kto chce to formalnie przyznać. Zachód nie wie, co ma w tej sytuacji począć. Wstępna taktyka zachęcania Ukrainy do powściągliwości okazała się krótkowzroczna. Ukraińcy przykład nieskuteczności takiej taktyki mają tuż za miedzą: wszak obecny rząd Gruzji na systematyczne przejmowanie gruzińskiego terytorium przez rosyjskich żołnierzy reaguje w sposób umiarkowany.

Dyplomatyczna kanonada

Jeśli założyć, że Kreml jest na konfrontację wojskową zdecydowany, to, aby nie dopuścić do takiego scenariusza, trzeba podjąć ofensywę dyplomatyczną z Rosją na skalę, jakiej świat nie widział od czasu zakończenia zimnej wojny. Trzeba rozpocząć ofensywę informacyjną: Ukraińcom przypomnieć zobowiązania UE i świata zachodniego wobec Ukrainy, a Rosjanom wysłać jasny przekaz: wiemy, że jesteście przeciw wojnie, my też jej nie chcemy. Od fizycznego starcia i konfliktu z ofiarami liczonymi w tysiącach może nas, Zachód, Ukrainę, ale także Rosję uchronić jeszcze dobra dyplomatyczno-informacyjna kanonada.

W latach 30. Zachód z pokorą przyjmował kolejne ruchy Hitlera. Dlatego teraz dyplomaci unijni nie mogą „wyrażać zaniepokojenia”, ale powinni przeciwstawić się działaniom Kremla
Putin w ramach akcji krymskiej nie zrobił dotąd niczego, co nie byłoby znane z czasów Stalina czy Chruszczowa. Uchwała Rady Federacji jest zbieżna z notą, którą Wiaczesław Mołotow wręczył we wrześniu 1939 roku polskiemu ambasadorowi w Moskwie Wacławowi Grzybowskiemu, zaś taktyka eskalacji konfliktu przypomina budowanie napięcia wokół Kuby. Zamiast czekać na rosyjskie czołgi w Doniecku, trzeba działać.

Kryzys krymski, bez względu na to, jak się skończy, zdewastował zaufanie do obecnego systemu bezpieczeństwa międzynarodowego. Niewiele warte okazały się porozumienia budapeszteńskie z 1994 roku, które gwarantowały Ukrainie bezpieczeństwo w zamian za oddanie Rosji broni atomowej. NATO jako całość od kilku dni bezradnie obserwuje sytuację. Rozczarowują „ostre na niby” deklaracje Baracka Obamy. Jeżeli nie jesteśmy w stanie za pomocą struktur międzynarodowych zapewnić bezpieczeństwa Ukrainie, nie możemy być pewni, że te same struktury pomogą nam, gdy my sami będziemy tego potrzebować.

Jeszcze jest czas na dyplomację, na razie akcja Putina nie nabrała rozpędu. W najbliższych dniach rosyjskie MSZ powinno być bombardowane negatywnymi opiniami na temat łamania prawa międzynarodowego przez wojska rosyjskie. OBWE powinno wysłać misję obserwacyjną na Krym, Rada Europy powinna zaostrzyć stanowisko wobec Rosji, włącznie z groźbą rozstania się z członkiem, który łamie podstawowe jej zasady. Na forum ONZ powinny być ponawiane próby przyjęcia odpowiedniej rezolucji w sprawie Ukrainy. Zerwanie szczytu G8 powinno być tylko sygnałem kolejnych podobnych kroków na niższych szczeblach, zaś ambasadorowie krajów UE powinni być wezwani z Moskwy na konsultacje do swoich stolic. Byłby to w języku dyplomacji czytelny sygnał.

Dać Ukraińcom pewność

Polska powinna przeprowadzić konsultacje z innymi sąsiadami Rosji i Ukrainy, w tym zwłaszcza Chinami i Japonią. Wizyta prezydenta Bronisława Komorowskiego w Ankarze powinna zakończyć się jednoznacznym polsko-tureckim oświadczeniem w sprawie Ukrainy.

NATO powinno zakończyć współpracę z Rosją w ramach Rady NATO–Rosja do czasu zmiany jej polityki i maksymalnie szybko przyspieszyć proces negocjacji członkostwa w Pakcie dla Mołdawii, Gruzji i Ukrainy – będzie to czytelny sygnał, że jesteśmy w stanie bronić naszego sąsiedztwa.

Posiedzenia Rady Federacji obradującej nad zgodą na wysłanie wojska na Ukrainę oglądał cały świat. To element gry propagandowej. Odpowiedzią powinno być europejskie orędzie do Ukraińców. Jego kluczowym elementem powinna być zapowiedź współczesnego odpowiednika planu Marshalla. Rząd w Kijowie powinien dostać publiczną zapowiedź wsparcia, które przyjdzie w najbliższych dniach, a wspólnota międzynarodowa dać zapewnienie, że nie zabraknie środków na wypłatę emerytur dla Ukraińców.

Gwarancją bezpieczeństwa w naszej części Europy na kolejne kilkadziesiąt lat powinno być ogłoszenie planu zniesienia wiz i długofalowej pomocy. Musimy dać wszystkim Ukraińcom pewność, że warto zmieniać Ukrainę, bo oznacza to dla nich szansę na lepsze życie już za kilka lat. Bez takiego wielkiego planu Ukraina znów osunie się w postsowiecki marazm, a rząd Arsenija Jaceniuka znajdzie się pod ostrzałem propagandy Kremla i padnie. Rosja wcale nie będzie potrzebowała sił zbrojnych, by kontrolować sytuację za naszą granicą.

Ta wojna może rozstrzygnąć się za pomocą serwisów informacyjnych, a nie kałasznikowów i armat. Wystarczy, żeby mieszkańcy Łuhańska i Doniecka nie wyszli na ulice demonstrować za bratnią pomocą Rosji, ale zaczekali cierpliwie na pierwsze działania nowej ekipy.

Do tej gry informacyjnej, swoistych współczesnych manewrów wojskowych, powinni się włączyć także generałowie. Wciąż nikt nikomu nie wypowiedział wojny, ale odpowiedzi na działania Moskwy muszą być adekwatne. W latach 30. Zachód z pokorą przyjmował kolejne ruchy Hitlera. Dlatego teraz dyplomaci unijni nie mogą „wyrażać zaniepokojenia”, ale powinni przeciwstawić się działaniom Kremla.

Włączyć natowskich generałów

Sztaby Polski, USA i innych państw NATO powinny być w stałym kontakcie z dowództwem ukraińskich sił zbrojnych i dementować kłamstwa, które mają zdestabilizować sytuację na Ukrainie. Obecna sytuacja to także wielki sprawdzian dla mediów na całym świecie. Teraz każda niesprawdzona informacja może wywołać panikę wśród polityków i opinii publicznej. A właśnie na to liczy Władimir Putin.

Niedzielny apel Andersa Fogha Rasmussena o zaprzestanie przez Rosję działań militarnych to dobry znak, ale znów chciałoby się rzec – za mało i za późno. Przyszedł czas, by do dyplomacji włączyć natowskich generałów. Na pokaz siły powinniśmy odpowiedzieć pokazem siły i gotowością do działania. Jeżeli zagrożone jest bezpieczeństwo jednego z państw sojuszu – czyli Polski – NATO musi zacząć działać.

Wszyscy wiedzą, że rosyjskie wojska są już na Krymie i de facto przejęły kontrolę nad półwyspem. Zachód tylko udaje, że straszy. Jaki będzie następny krok? Czołgi w Łuhańsku? Desant w Kijowie? Jeżeli natychmiast nie zaczniemy działać na kilku poziomach, poczucie wstydu będzie naszym najmniejszym problemem.

 

0 replies

Zostaw komentarz

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *