Jacek Żalek: Wokół powstania

Zapewne przez zwykłe przeoczenie nie zauważyliśmy, że Rosja już od marca jest na kolanach. Pierwsza faza unijno-amerykańskich sankcji wstrząsnęła fundamentami Imperium Zła – trzydziestu trzech pieniaczy odpowiedzialnych za „eskalację konfliktu na Krymie” straciło możliwość towarzyszenia swoim żonom i kochankom podczas wypadów na ciuchy do Londynu, Mediolanu i Nowego Jorku. Druga faza powaliła giganta. Lista osób, którym zakazano wizyt w drogich butikach znacząco się powiększyła. O bodajże piętnaście nazwisk. Trzecia faza sankcji to już czysta formalność – niczym dobicie konającego gladiatora. Ale Unia nie zna litości dla politycznego bandytyzmu. Jak mówią komentatorzy – sankcje wobec Rosji będą wydarzeniem bez precedensu. Co z tego, że nie obejmą sektora gazowego i realizacji rozpoczętych już, potężnych kontraktów wojskowych? Ważne, że Rosja sama będzie musiała złożyć sobie szybkie komputery, a państwowe, rosyjskie banki – tak ważne przecież w świecie kapitalizmu i własności prywatnej – na własnej skórze przekonają się o sile unijnej biurokracji. Wygląda na to, że w najbliższych tygodniach czeka nas prawdziwa rzeź moskiewskiej administracji. Na wrzesień możemy spokojnie rezerwować bilety na ukraiński Krym. Bo przecież taki był pierwotny cel sankcji, prawda?

Dzisiaj pierwszy sierpnia, siedemdziesiąta rocznica Powstania Warszawskiego. I jakoś nie mogę oprzeć się smutnej refleksji, że los warszawskich powstańców staje się dziś udziałem Ukraińców, że wszelkie tzw. sankcje będą równie skuteczne jak pomoc aliantów dla umierającej stolicy, że wyrzucamy z siebie słowa o pomocy i wytrwałości po to tylko, by oszukać samych siebie i zabić kołatające w nas poczucie winy. Te siedemdziesiąt lat temu Zachód potrzebował miesiąca by dostrzec, że to, co dzieje się w Warszawie dzieje się naprawdę. Ile czasu potrzebujemy my, by zrozumieć, że Ukraina to coś więcej niż garść telewizyjnych newsów? A może jesteśmy po prostu tchórzami? Może wizja droższej benzyny i kuchenki pozbawionej gazu zamienia nas w bohatera radzieckiej kreskówki, który wściekłość na własne upokorzenie i bezsilność zawiera w powtarzanych niczym mantra słowach „Ну, погоди!”?

źródło: jacekzalek.blog.onet.pl

0 replies

Zostaw komentarz

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *